„3 dni miłości” to krótka opowieść o tym, co działo się w Twierdzy Kimerydu bezpośrednio przed przybyciem Anny. Pokazuje codzienność Tuliusza, Tycjana i Tyrsa, a także rzuca większe światło na charakter ich skomplikowanych relacji. Pora przyjrzeć się temu światu zanim na dobre się skończy!

Premiera: 1 kwietnia 2019

Wydawca: Fundacja Szuflada

Liczba stron: 45 stron

1. Tyrs:

„Nie chodzi o to, że nienawidziłem płaczu, mimo że faktycznie wywoływał we mnie skrajną irytację. Tolerowałem go jednak ze względu na bolesną świadomość, że inni potrzebują dać upust swoim emocjom, żeby się nimi nie zadławić. Ja spalałem moje w ciągłym ruchu i działaniu”.

„Drgnąłem, zwracając się w jej stronę. Odsunąłem jej włosy i przesunąłem opuszkami palców po policzku. Był mokry. W panującej ciemności nie zobaczyłem jej łez, ale je usłyszałem i poczułem. Moje zainteresowanie wyrwało z niej żałosne łkanie, które szarpnęło też ostatnim pozostałym w moim ciele wrażliwym włóknem”.

„– Słyszałeś? – ująłem go za chude ramię i zmusiłem, żeby spojrzał mi w oczy. – Jesteśmy rodziną i nie będziemy się wzajemnie krzywdzić. Będziemy się wspierać”.

2. Tycjan:

„Woda zawsze mnie uspokajała. Łagodziła nagromadzony w mięśniach stres, rozmiękczała stwardniałe mięśnie, ciągnęła mnie na dno, gdzie mogłem się po prostu położyć i obserwować kłębiące się nade mną fale”.

„Najpierw usłyszałem jego obecność, kiedy jego wielkie płetwy zaburzyły rytm podwodnego prądu. Krążył wokół mnie, a wir wody łaskotał moje przedramiona i unosił mi włosy w górę. Wyciągnąłem na oślep ręce, a on, przyjmując zaproszenie, wpłynął w moje ramiona z gracją charakterystyczną tylko dla jego opływowego, podłużnego ciała. Pociągnął prosto na powierzchnię i równocześnie wypłynęliśmy ponad poziom wody”.

„– Chciałbym zostać z tobą – wyznałem w końcu. – To o wiele łatwiejsze niż być samemu.
– Nie możemy być razem.
Wiedziałem o tym i o wielu innych sprawach, chociaż zazwyczaj udawałem, że było dokładnie odwrotnie:
– Ale jesteśmy”.

3. Tuliusz:

„Tak naprawdę śmiech nie wróżył nic dobrego. Ten, który znałem, zwykle był nieszczery, szyderczy albo wręcz okrutny. Ludzie śmiali się w mojej obecności wyłącznie ze złych powodów. Nigdy ze mną, bardziej ze mnie. Odczuwałem to jeszcze długo przed tym, zanim pojawiła się Tulia. Byłem bladym, wątłym Europejczykiem w mieście pełnym ciemnoskórych, zahartowanych w bojach wojowników. Nie lubili mojej delikatności i płochliwej natury, zbyt śmiało spoglądali na moją piękną matkę i w swoich głowach planowali, jak ją zniewolić. Od samego początku czułem się w Twierdzy obco, jakbym pod wpływem niefortunnego zrządzenia losu trafił na nie swoje miejsce na Ziemi. Marzyłem o tym, żeby kiedyś znaleźć to prawdziwe, wypełnione ludźmi, którzy rzadziej się śmiali, za to częściej słuchali tego, co mam do powiedzenia”.

„Nie umiałem dłużej chować do niego urazy. Był moim Tycjanem, moim srebrnowłosym księciem, i kochałem go, choć każdy kolejny dzień przypominał mi, że nie umiem tego robić zdrowo”.

„– Nie potrzebuję kolejnego zbawcy. Nie zgadzam się, żebyś ty też nim był – wyjaśniłem. – Nie chcę być zbawiany. Zapamiętaj to sobie”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *